Drzewo, na którym „rosną” smoczki i smutna historia, która za nim stoi

 

 

Za górami, za lasami rosło drzewo ze smoczkami. Śmiejecie się? Dziwi to was? Ja też się zdziwiłam, kiedy podczas niedzielnego spaceru za miastem natrafiłam na to dziwne i tajemnicze miejsce. Co kryje w sobie historia drzewa, na którym rodzice zawieszają smoczki swoich dzieci?

Miejsce, w którym rośnie drzewo ze smoczkami jest przepiękne. Położone w samym sercu hrabstwa Kent, zaledwie pół godziny jazdy samochodem z południowego Londynu. Odkryliśmy je przypadkiem, podczas niedzielnego spaceru nad jeziorem Leybourne. Moją uwagę przykuły dziesiątki smoczków, jakich używają małe dzieci, które zawieszone były na gałęziach tego jednego drzewa. Niektóre z nich były nawet podpisane. Przy jednym ze smoczków wisiała bransoletka z imieniem Rosie. Po co rodzice zawieszają smoczki na tym drzewie, i dlaczego akurat tutaj? Po powrocie do domu postanowiłam sprawdzić, co kryje się za tą historią.

Okazało się, że drzewo ze smoczkami, które rośnie na wąskiej grobli rozdzielającej dwa jeziora ma w sobie dwie historie: jedną wesołą, a drugą smutną. Zacznijmy od tej wesołej. Otóż lokalna legenda głosi, że jeśli rodzice podczas spaceru z dzieckiem zawieszą jego smoczek na tym właśnie zaczarowanym drzewie, to w nocy przyjdzie do dziecka smoczkowa wróżka, która za zabrany smoczek da dziecku prezent i słodycze. Przyznacie, że to całkiem ładna zachęta dla dziecka, by uznało, że jest już za duże na smoczek. Historia ta przypomina zresztą bardzo legendę o wróżce zębuszce, która za wypadniętego mleczaka również obdarowuje dzieci prezentami.

Od pradawnych czasów ludzie zawieszali na świętych drzewach przedmioty, które miały zapewnić im przychylność Bogów. W czasach pogańskich na drzewach znajdujących się w pobliżu miejsc zbiorowego kultu zawiązywano kokardki, przywiązywano do gałązek kawałki wełny lub wieszano bransoletki i naszyjniki. Ślady takich praktyk możemy spotkać do dzisiejszego dnia w miejscach, gdzie na terenie celtyckiej Wielkiej Brytanii czczono bóstwa, o jakich możemy obecnie przeczytać tylko w książkach historycznych. Sama natknęłam się na takie drzewa kilkakrotnie podczas licznych wycieczek po bezdrożach Wielkiej Brytanii. Ludzie, pomimo, że czasy się zmieniają nadal noszą w sobie wiarę naszych przodków, która podpowiada im, że zawiązanie sznurka, czy kokardy na tym właśnie drzewie przyniesie im szczęście. Na jednym z takich drzew widziałam nawet ręcznie pisane listy zwinięte w rurki i zawieszone na gałęziach. Nie dziwi mnie, że ludzie nadal w to wierzą. W końcu jest to wiara naszych przodków.

Jednak za drzewem ze smoczkami kryje się także inna historia, bardziej dramatyczna, czy wręcz tragiczna. I ta historia jest jak najbardziej prawdziwa. Czy uwierzycie, że komuś może pęknąć serce z miłości?

W 2009 w jeziorze tuż za tajemniczym drzewem ze smoczkami doszło do tragedii. A wszystko wyglądało tak pięknie… Ale zacznijmy od początku Pewna młoda kobieta wyprowadziła się z Lewisham na południu Londynu, by zamieszkać w spokojnym i cichym miejscu na wsi, w okolicach jeziora Leybourne. Poznała tam mężczyznę, który był jej bliskim sąsiadem. Młodzi szybko zakochali się w sobie i założyli rodzinę. Żartowali nawet, że los ich sobie przeznaczył, bo tak się złożyło, że przypadkowo nosili to samo nazwisko, chociaż nie byli spokrewnieni. Owocem ich miłości było pięcioro dzieci, które kolejno przychodziły na świat. Rodzice kochali je nad życie. Razem z dziećmi chodzili nad jezioro, by karmić kaczki. Pewnego dnia mąż kobiety poszedł sam nad jezioro i utonął w nim. Nie jest jasne, czy był to wypadek, czy mężczyzna popełnił samobójstwo. Od tego czasu młoda wdowa była cieniem samej siebie i nawet miłość do dzieci, małych i bardzo jej potrzebujących nie mogła uleczyć tęsknoty za zmarłym mężem. Zaledwie kilka tygodni po tragicznej śmierci męża, kobieta napisała na portalu społecznościowym: „Idę do ciebie, mój najukochańszy. Nie potrafię bez ciebie żyć, bo ty mi to życie odebrałeś…”. Nikt ze znajomych nie podejrzewał nawet, że słowa te spełnią się już niebawem. Pewnej nocy kobieta wzięła tabletki nasenne i poszła nad jezioro, tam, gdzie zginął wcześniej jej mąż. I nawet miłość do dzieci nie potrafiła zawrócić jej z raz obranej drogi. Połknąwszy tabletki weszła do jeziora i szła tak długo, aż woda nie potrafiła wypuścić jej ze swoich śmiertelnych objęć.

I tak, w ciągu trzech miesięcy piątka dzieci straciła nie tylko ojca, ale również i matkę.

Ta smutna, i niestety prawdziwa historia pokazuje nam, jak poważną chorobą jest depresja i do jakich skutków prowadzi, gdy w porę nie zostanie zdiagnozowana.

Jezioro Leybourne nosi w sobie jeszcze jedną, tragiczną historię. W 2015 na terenie jeziora rozgrywały się zawody triatlonowe, w których brał udział młody mężczyzna, Paul Gallihawk zbierający w ten sposób fundusze na leczenie swojego ojca. Niestety, zaginął w jeziorze podczas zawodów. Jego ciała szukano przez całą noc i ostatecznie odnaleziono je dopiero następnego ranka.

Mam nadzieję, że nie wystraszyłam was za bardzo tymi opowieściami. Po prostu moja dziennikarska natura nie pozwoliła mi przejść obojętnie obok tego drzewa i postanowiłam sprawdzić wszystkie historie, które w sobie nosi.

Jedno jest pewne: nad wodą trzeba uważać. I nie zapominajmy, że każde miejsce, gdzie pojawił się człowiek nosi w sobie jakieś historie. Pamiętajmy o nich.

 

Małgorzata Mroczkowska

 

Sir_John_Everett_Millais_003

Ofelia, obraz autorstwa John Everett Millais
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s